Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inne. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 kwietnia 2015

Milczenie owiec

Miały być nieprzespane noce i niespokojne dni. Częste pobudki i całodniowe zmartwienia. Tymczasem...

W naszym ogrodzie pojawiło się małe owcze stadko. Od 6 dni trzy baranki hasają beztrosko kosząc nasz bardzo obfity trawnik. Jeden jest biały, drugi czarny, a trzeci łaciaty;).

Martwiliśmy się jak na nowych lokatorów zareaguje nasz pies. Byliśmy wręcz pewni, że da nam w kość, że nie będzie chciał sypiać w domu, że będzie szczekał i popiskiwał próbując wymóc na nas umożliwienie mu kontaktu z owcami (kontakt to eufemizm- mam na myśli raczej ciągłe bieganie za kudłatym stadem i przeganianie go do upadłego po całym ogrodzie). Nasze obawy można by było wymieniać jeszcze długo. Mimo to, byliśmy całkowicie uodpornieni na podszepty zdrowego rozsądku. chcieliśmy mieć owce- naturalną, samobieżną i całkowicie ekologiczną kosiarkę do trawy! (taki ukłon w stronę naszego lenistwa i nurtu proEKO:)).

Na szczęście mądry, spokojny i rozważny Ogar, podszedł do całej tej sytuacji z zimną krwią. Nie piszczy. Nie szczeka. Śpi w domu. Czas od czasu zerka tylko obrażony na rogatą trójkę, pozostając w bezpiecznej odległości. Czyżby, któryś z nich przyłożył Majorowi gdy my nie patrzyliśmy?...

Mamy już własny dom z ogrodem. Mamy psa, rybkę i gołębie. Mamy własne stado owiec i plantacje... malin. Gdybyśmy mieszkali w Ameryce powiedziałabym, że to już Ranczo. Ranczo pod Ogarem- a co tam;)!

P.s. skoro słowo się rzekło i jest to blok mniej lub więcej kulinarny, zamieszczam również przepis:).

Jak przełamać lody z owczym stadem
(jedna próba)

jabłka pokrojone w ćwiartki
jędrne marchewki (im młodsze tym lepsze)
kilka buraków
suchy chleb
i kostka soli

Owcze stado, a raczej trójgłowy kudłaty stwór- owce przed zaaklimatyzowaniem się w nowym miejscu poruszały się niczym związane ze sobą- są dość nieufne. Jabłko i buraki należy pokroić w ćwiartki (owce nie potrafią pogryźć ich w całości, a przynajmniej nie od razu), marchewkę wybrać jak najcieńszą, pozostawić w całości. Chleb koniecznie suchy porcjonować racjonalnie. Kostkę soli przybić do pniaka. Podejść na bezpieczną odległość i czekać. Następny ruch należy do owiec...

środa, 25 lutego 2015

Podszepty zdrowego rozsadku

Czy w ciepły, słoneczny i całkiem wiosenny poniedziałek, gdy wracając do domu w okularach przeciwsłonecznych wystawiałam do słońca spragnioną promiennych pieszczot mordkę mogłam przypuszczać, ze we wtorek nadciągną ciemne chmury? Oczywiście, że nie...
Z nieskrywaną radością krzątałam się w sadzie, obserwując pierwsze pączki na czereśni- och, już niedługo puści liście!- wzdychałam naiwnie...

Czy smarując ogrodniczą pastą tylce po odciętych gałęziach na naszych dębach mogłam sądzić, że za dwa dni, środowy deszcz najprawdopodobniej spłucze wszystko co z taką pieczołowitością wcierałam w poranione drzewa? Ależ, skąd...

Czy z zaciekawieniem zerkając jak się ma moja piękna lawenda, zimująca spokojnie pod kopczykiem świerkowych gałęzi, przypuszczałabym, ze prognozy pogody będą jeszcze wieszczyć śnieg na ten rok? Hmmmm.... W tym akurat przypadku coś cicho szeptało mi do ucha aby jeszcze jej nie odkrywać....

Mimo przestróg, zasłyszanych przeze mnie przy lawendowej kupce gałęzi, wraz z Mężem rozpoczęliśmy snucie wielkich planów, na całkiem niedaleką przyszłość. Ocenialiśmy jak długo jeszcze centralną część ogrodu będzie pokrywała ta topniejąca, w niezwykłym tempie, łata śniegu. (skoro topnieje tak szybko, znaczy, że do końca tygodnia pozostanie jedynie wspomnieniem!) Wypatrzyliśmy już nawet pierwszą zieleniejącą się kępę trawy i wytyczyliśmy ogrodzenie.

Do godziny zero coraz bliżej, jednak wciąż daleko... Może zamiast wyczekiwać w napięciu powinniśmy raczej cieszyć się ciszą, spokojem i przesypianymi nocami? Nie mamy pewności jak na to wszystko zareaguje nasz pies. A co, jeżeli nie będzie chciał sypiać w domu? Jeżeli będzie spędzał noce w ogrodzie?  A jeżeli, o zgrozo(!), będzie budził sąsiadów I NAS?

Zegar tyka, godzina zero zbliża się nieubłaganie, ALE powoli... A my ignorując przebłyski zdrowego rozsądku, snujemy idylliczne plany, o wygodnym hamaku, powolnym pykaniu fajki, słomkowym kapeluszu i nicnierobieniu w cieniu naszej prywatnej namiastki lasu... Wreszcie nie trzeba będzie kosić trawnika...................


Pogrążona w tych pięknych rozmyślaniach mam zamiar smażyć dzisiaj pomarańczowe konfitury. Mam nadzieję, że przyprowadzę nimi do domu trochę słońca... Odezwę się gdy usmażę:)!

czwartek, 12 lutego 2015

Unikać paczków, unikać pączków, unikać pączków!

Unikać paczków, unikać pączków, unikać pączków!

Wbijam sobie od rana do głowy jak mantrę.
W sumie, to nawet ich nie lubię. Są tłuste i nadmuchane, ulipkowaty lukier klei się do palców, a wypływająca z każdej strony konfitura z różą też nigdy nie była moją ulubioną. Na dodatek sklepowe w tłusty czwartek to nawet nie pączki- tylko masówka nie najlepszej jakości bo... Tak czy inaczej, ludzie kupią. 

Unikać pączków, unikać pączków, unikać pączków.....

Co mi z tej wyliczanki, skora popołudniu jadę do Mamy, a ona jak co roku poda górę ciepłych, złotych kulek, delikatnie oprószonych pudrem, z domową śliwkową konfiturą w środku...

Unikać pączków, unikać pączków, unikać pączków....

Co mi tam... Wezmę jednego:)

sobota, 7 lutego 2015

ZapiskiMłodejŻony na Facebook'u

Od dzisiaj, a właściwie od wczoraj ZapiskiMłodejŻony pojawiły się również na Facebook'u. Poza przepisami publikowanymi na blogu, będą się tam pojawiać ciekawe linki i informacje wyszperane z przepastnych otchłani internetu.
Może i tam znajdziecie coś dla siebie. Zapraszam!

wtorek, 3 lutego 2015

Blog roku 2014 , głosowanie i "Dzieci niczyje"

Moi Drodzy mój blog ZapiskiMłodejŻony stratuje w konkursie Blogoku2014. Właśnie rozpoczęło się głosowanie, w wyniku którego zostanie wyłonione 10 najlepszych blogów. Pomożecie mi? Głosujcie!





Koszt sms'a to 1,23zł z VAT. Głosowanie trwa do 10 lutego do godziny 12.00. Dochód przekazany zostanie na konto fundacji "Dzieci niczyje", która pomaga dzieciom doświadczającym przemocy. 

 Każdy Was głos jest na wagę złota!

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Mężczyzna w kuchni i BlogRoku2014

Mój Mąż rzadko bywa w kuchni, ale kiedy już się tam znajdzie mam gwarancję, że na śniadanie, obiad czy kolację powstanie coś niepowtarzalnego i nietuzinkowego. To właśnie On opracował koncepcję jajecznicy na białym lub czerwonym winie, skądinąd fenomenalnej! To jego orzeźwiająca herbata z cytrusami ratowała nam życie w czasie tegorocznych upałów, a niesamowite wręcz masło ziołowe nadal śni mi się po nocach. Zawsze kiedy mam stworzyć sałatkę, albo doprawić potrawę której brakuje "tego czegoś" zdaję się na niego. W końcu to mężczyźni, podobno, są najlepszymi kucharzami;). Muszę zacząć uwieczniać i katalogować jego kulinarne eksperymenty, niektóre z nich to prawdziwe perełki. Zastanawiałam się nawet nad stworzeniem cyklu "Mężczyzna w kuchni" ale póki co Mąż nie jest przekonany co do tego pomysłu. Może Wy go namówicie;)?

Głosujcie!

Na koniec chciałam Was poinformować, że napędzana patologiczną wręcz rządzą rywalizacji zgłosiłam swojego bloga do konkursu BlogRoku2014. Obserwując poczynania konkurencji nie stawiałabym na swoją wygraną w zakładach, ale dreszczyk emocji i odrobina niepewności to właśnie to co uwielbiam:). Zatem jeśli ktoś kiedyś chciałby zagłosować na mojego bloga, będzie mi niezmiernie miło. O ile wiem cała zabawa zaczyna się około 4 lutego. Gdy tylko będę wiedziała coś więcej dam znać! 

piątek, 23 stycznia 2015

Alfabetyczny spis przepisów

Moi Drodzy!
W pocie czoła klikałam, wklejałam, przepisywałam i sortowałam. Wszystko po to aby ułatwić korzystanie z przepisów na moim blogu. U góry strony zajdziecie zakładkę z Alfabetycznym spisem przepisów. Korzystajcie!
Miłego wieczoru!

środa, 21 stycznia 2015

Dzień Babci



Pamiętam beztroskie dzieciństwo i kubek ciepłego mleka, które dopiero co przyniosłaś do domu.
Pamiętam powroty na furze siana i kwaśną kanapkę z porzeczkowym dżemem.
Pamiętam żółte jak promienie słońca pisklęta, którym kroiłyśmy pokrzywy i pole truskawek tuż za domem.
Pamiętam wspólne wyjazdy na ferie, kasety z wypożyczalni i gry nagrywane na małe dyskietki.
Pamiętam kanapki do szkoły, niedzielny obiad, grę w wojnę i łaskotki.
Dziękuję Wam Babcie! Za te wspomnienia!

A tort?... Przepis będzie jutro...

środa, 26 listopada 2014

Co u mnie?

W przypływie kreatywnej fascynacji dom wypełnił się wełną i filcem, a z pracowni dociera miarowy stukot maszyny do szycia. Tylko czasem pełną skupienia ciszę przeszywa stłumiony syk- znowu wbiłam igłę w palec...

Nigdy jeszcze nie pochwaliłam się, że pieczenie i gotowanie całkiem niezłych potraw nie jest moją jedyną słabością. Uwielbiam tworzyć- w najszerszym tego słowa znaczeniu. Rysować, malować, lepić, wypalać, owijać, lutować, a czasem nawet szyć. Uwielbiam niepozorne kawałki materii przemieniać w przedmioty miłe dla oka. Mam głowę pełną pomysłów barw i kształtów, a chęć zrealizowania przynajmniej części z nich nie pozwala spać spokojnie. Dzisiaj pokażę Wam część tego co zaprząta mi głowę od kilku dni. Może dzięki temu poznacie mnie lepiej.

 Najpierw kilka pokrowców na telefon. W końcu niedługo 6 grudnia, może Mikołaj przyniesie komuś taki prezent;)?







  No i  na koniec pewien edukacyjny projekt skierowany do maluchów w wieku 3-7 lat- nauka i zabawa w jednym. Co Wy na to?




piątek, 7 listopada 2014

Puree z dyni


Puree z dyni przygotowałam w poprzednim sezonie i upiekłam dzięki niemu obłędny, dyniowy sernik o cudownie żółtym kolorze. Pozostały zapas schowałam głęboko w szufladzie zamrażalnika i odnalazłam dopiero po roku. Wyrzuty sumienia nie pozwoliły mi go wyrzucić, więc zdecydowałam się upiec złociste dyniowe bułeczki, a później pyszne ciasteczka. 
Niesamowity smak i bajeczny kolor tych wypieków skłonił mnie do zakupu największej dyni w sklepie i przygotowania zimowych zapasów. Sądzę, że słoneczne naleśniki i muffiny będą z powodzeniem poprawiać mi nastrój w szare zimowe popołudnia.
Dzisiaj pokrótce opowiem w jaki sposób należy przygotować dyniowe puree, a w następnych dniach opublikuję przepisy na dyniowe wypieki.


Puree z pieczonej dyni

Dynie koimy na duże kawałki (nie odcinamy skorupy), owijamy folią aluminiową i układamy na blasze. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni i pieczemy do miękkości. W zależności od gatunku dyni zajmuje to od około 40 minut do godziny. Po ostudzeniu wybieramy łyżką miąższ, odciskamy nadmiar wody (np przez ściereczkę) i miksujemy. Miąższ możemy przechowywać w zamrażalniku.
 

wtorek, 14 października 2014

Suszymy jabłka?


Pamiętam z dzieciństwa zapach jabłek suszonych na piecu i płócienny worek najzdrowszych "chipsów" do zagryzania w czasie dobrego filmu. Mam ochotę na takie jabłka... Suszymy?

środa, 1 października 2014

Dziś trochę o czymś innym...


Wczorajsze popołudnie spędziłam w ogrodzie, ubrana w grubą bluzę i owinięta śpiworem. Po raz pierwszy od długiego czasu odpoczywałam zaczytana w magiczną historię. Ostanie w tym roku dźwięki kosiarek szumiały mi w uszach, a z wiatrem docierał zapach spadających liści. Zimny, mokry nos mojego psa co chwilę dopominał się uwagi trącając mnie w niezasłonięty skrawek mojego ciała. Chora i zmęczona, ale mimo to szczęśliwa delektowałam się pięknem jesiennego popołudnia.
Wraz z Mężem wybraliśmy się na obchód naszego ogrodu, debatując nad tym, które niesforne gałęzie koniecznie należy przyciąć, aby nie utrudniały nam koszenia trawnika lub nie ograniczały przestrzeni innym krzewom. Rozmawialiśmy jak okiełznać malinową dżunglę i jak zadbać o drzewka w sadzie aby w przyszłym roku pięknie owocowały. Cieszymy się tym co mamy, nie wkładając w to wszystko zbyt wiele pieniędzy i wysiłku. Snuliśmy plany o budowie wiaty na drewno i kilku owcach, które na wiosnę pomogą nam w "ekologicznym" koszeniu trawnika.
Wieczorem spotkaliśmy się z Koleżanką z którą grywaliśmy od roku, na polowaniach, imprezach, po pogaduchach i przy piwie. Niestety nim się obejrzeliśmy rok minął, a ona musiała wyjechać w świat i minął już czas by ostatni raz wspólnie zagrać.
Stalowe niebo i ciężkie deszczowe chmury, okalające tak piękne wczoraj niebo, wywołują u mnie pewien rodzaj nostalgii, która każe wspominać i pragnie podsumowań.
Gdy dzisiaj myślę o tym wszystkim co wydarzyło się przez ostatni rok, jestem zadowolona. Wielokrotnie zmęczeni pośpiechem i pogonią za nowymi obowiązkami, których tak wiele na nas spłynęło, radziliśmy sobie.
Dni płynęły jak szalone, a my mimo wszystko dotrzymywaliśmy im kroku. Czasem przemoczeni do suchej nitki, prawie zawsze ubłoceni, w skwarze lata lub po pachy w śniegu. Wspinając się na szczyt góry lub brodząc w leśnym potoku, ważne, że w lesie i najważniejsze, że razem.
To był piękny czas i oby wszystko takim pozostało.
  


sobota, 20 września 2014

Obwarzanek na zgryzoty

Po kilku ciężkich dniach miał nadejść czas na blogi odpoczynek. W domu czekają spakowane plecaki, kocher, śpiwór i aparat. Mieliśmy pędzić w góry, zasłuchać sie w dźwiękach rykowiska i zatonąć w spokoju nocnego lasu. Tymczasem spędzamy dzień w trasie i zatłoczonym Krakowie. Za wszelka cenę próbuje uciec od tłumu, a zgryzoty zagryzam obwarzankiem- jedyna rzeczą która lubię w Krakowie...

wtorek, 9 września 2014

Mało fotogeniczna kura i pomysł na kurki

Dzisiaj chciałam napisać o kurze... Pieczonej z czosnkiem i rozmarynem w miodowej glazurze. Kura, mimo iż bardzo smaczna wyszła z piekarnika zupełnie nie fotogeniczna. Za parę dni spróbuję ponownie, może wtdy uda mi się pokazać ją na blogu.

Udało mi się zebrać w lesie dość pokaźną ilość kurek. Co w naszym górskim regionie jest rzeczą zgoła karkołomną. Ot, miałam szczeście. Teraz te żółte piękności dostojnie wylegują się w lodówce i czekają na pomysł, co z nimi zrobić. Może pomożecie?


poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Wakacje i konfitura z czarnej porzeczki

Rozpoczął się kolejny tydzień pracy. Aż trudno uwierzyć, że jeszcze nie całe 2 tygodnie temu co rano spacerowałam po Lubelskich wsiach, obserwując jak budzą się ze snu. Przemierzając kilometry polnych ścieżek docierałam nad ukryte wśród łanów zbóż jeziora. Budziłam śpiących na pomostach wędkarzy i z zachwytem obserwowałam jak wyciągają z wody sieci z rybami. Gdy wracałam, polną drogą spieszył spóźnialski, ciągnąc łódź za swoim rowerem. Tu i tam z szuwarów wypływały kaczki, a ja karmiłam młode łabędzie w nadziei, że ich rodzice nie będą mieli nic przeciwko. 

Urzeczona krajobrazem tak odmiennym od tego w którym przyszło mi żyć na co dzień całą sobą chłonęłam zapachy i dźwięki otaczającej przyrody. Zrobiłam wiele zdjęć, aby zachować te miejsca na dłużej. 



Z tej porannej podróży zawsze z radością wracałam do pięknego ogrodu, ukrytego wśród płaczących wierzb i tataraku, na pyszne śniadanie ze swojską wędliną, miejscowymi warzywami i tą wspaniała porzeczkową konfiturą o której nie mogę zapomnieć. Niestety nie mogłam przywieźć ze sobą ani jednego słoika. W zamian mam przepis i nadzieję, że porzeczek w następnym sezonie nie uda mi się przegapić. 



Konfitura porzeczkowa
1kg porzeczek
1,4 kg cukru
1,75 szkl wody

Owoce przebrać, oderwać szypułki, umyć i osuszyć. Następnie zalać na kilka minut gorącą wodą (skróci to znacznie czas smażenia). Wodę ugotować z cukrem. Owoce zalać syropem i kilkakrotnie w kilkugodzinnych odstępach doprowadzić do wrzenia. Przełożyć do wyparzonych słoików. Pasteryzować przez około 15minut.



Żałuję, że tak krótko mogłam rozkoszować się tymi porannymi spacerami. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś powrócę w tamte strony by z sentymentem powitać jeziora przesłonięte firankami tataraków i rozsiane wśród zbóż sosnowe bory z dywanem z mchów. 




  




piątek, 18 lipca 2014

Tonik różany

Dzisiaj chciałam podzielić się z Wami moim ostatnim dokonaniem. Uwiedziona wielkim różanym krzewem w ogrodzie Rodziców, natchniona blogiem Klaudyny (dziękuję), zbierałam, przebierałam (w poszukiwaniu mieszkających wśród płatków skorków), mieszałam i długo, długo czekałam...
Po kilku tygodniach nadszedł czas na wyciśnięcie esencji zebranej w słoikach. Wszystko po to, aby zamknąć róże w butelce i cieszyć się jej wspaniałym aromatem i kojącymi właściwościami. 

Tonik różany

(oryginalny przepis wraz z artykułem znajdziecie tutaj)
a tutaj moja wersja

pół szklanki octu winnego
pół szklanki wody
duuużo różanych płatków (jeden 35l worek na śmieci;))
łyżeczka gliceryny

Nieproszonych gości oddzieliłam od świeżo zebranych różanych płatków, które mocno ubijając umieściłam w dużym słoju i zalałam mieszaniną wody z octem. Odstawiłam słoik na okienny parapet i przez około 2 tygodnie, mieszałam, potrząsałam słoikiem, od nowa ubijałam płatki itp. Gdy płyn zabarwił się na rubinowy kolor a po otwarciu słoika zamiast drażniącego zapachu octu wywąchałam piękny, delikatny, różany zapach. Przelałam go do butelek, dolewając jeszcze odrobinę wody i łyżkę gliceryny. Teraz mogę cieszyć się nim co wieczór!




O gotowaniu opowiem jutro, gdy najedzeni* i mam nadzieje zadowoleni goście powrócą już do swoich domów.

*o ile zdążę sfotografować chociaż jedną potrawę zanim zostanie zniknie z talerzy...

poniedziałek, 7 lipca 2014

Pieskie życie

 



Te zdjęcia najlepiej oddadzą mój stan ducha z ostatnich dni...






Obiecuję, że wrócę gdy sesja się skończy... Muszę się uczyć, poleżę jeszcze tylko chwilkę i pewnie zasnę... Ciiiii....

czwartek, 26 czerwca 2014

Wspomnienie z wakacji

Kiedyś, kiedy byłam dzieckiem, biegałam wśród pastwisk,zbierałam porzeczki, wspinałam się na drzewa owocowe rosnące  w sadzie, jeździłam na furze siana, którą dziadek wiózł do stodoły, sypiałam na sianie w drewnianej szopce w górach, a wieczorami w stajni czekałam, aż babcia przyniesie mi kubek ciepłego mleka, prosto od krowy. 
Tak, zdawałoby się, odległe wspomnienia dzieciństwa, wakacji pełnych przygód, zabaw w Indian, podbijania zamków i nocnych eskapad do lasu. Dzieciństwo.... czas pełen magii.

Siedzimy na łące wśród kwiatów, po koszuli skacze mi pasikonik. Obserwując pasące się gdzieniegdzie krowy wystawiamy twarze do słońca. Tu i tam pewien rolnik wrzuca siano na kopy tak, jak robili to jego rodzice i dziadkowie. Z oddali słychać traktor jadący w pole, do pracy.
Myślałam, że na południu nie ma już takiej wsi, ani takich ludzi, których codzienne obowiązki dyktowane są przez zmieniające się pory roku. 

Dzieci po raz ostatni w tym roku wracają z tornistrami ze szkoły, tak bardzo im zazdroszczę dwóch miesięcy beztroski. Tylko... czy ich wakacje, w tych czasach, są tak piękne jak te moje?

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Kuchnia pachnie TRUSKAWKAMI...

Gdyby ktoś mnie zapytał co najbardziej lubię w początku lata bez wahania odpowiedziałabym: TRUSKAWKI! (Pewnie dlatego w mojej lodówce spoczywa aktualnie 9kg TRUSKAWEK.)
Uwielbiam je w racuchach, naleśnikach, słodkich tartach, ubóstwiam TRUSKAWKOWE pierogi, a od paru dni kilka razy dziennie podjadam surowe, bez cukru, najzwyklejsze w świecie, przepyszne, polskie TRUSKAWKI.







W najbliższych dniach, na blogu pojawi się kilka TRUSKAWKOWYCH propozycji. Skupmy się na TRUSKAWKACH, póki na straganach królują te pachnące latem owoce. 

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Białe kwiaty bzu

Gdy nie doceniałam tego pospolitego w moich stronach krzewu rósł w każdym kącie przepastnego ogrodu, wdzierał się przez szpary w płocie i denerwował mnie ściągając do siebie roje bzyczących owadów. 
Niestety obecnie w ogrodzie rodziców nie pozostał ani jeden egzemplarz, a zebranie zadowalającej ilości kwiatów, które nie są obciążone pokaźnym ładunkiem metali ciężkich (jak na złość dziesiątki pięknie ukwieconych krzewów rosną przy głównych arteriach komunikacyjnych) jest bardzo trudne. Może w innych rejonach kraju jeszcze pozostaje w dobrej kondycji, ale w Beskidach jest go coraz mniej. 

Kwiaty czarnego bzu wykorzystuje się w leczeniu przeziębień, wzmacniają odporność, działają antywirusowo, wychwytują wolne rodniki, uśmierzają ból i przyspieszają przemianę materii. Można je wysuszyć i parzyć jako ziołową herbatę, sporządzić syrop lub nalewkę.

W mojej spiżarni jest już lekarstwo na jesienno-zimowe przeziębienia. Czy Wy również chcecie takie przygotować? Jeśli tak zbierzcie o poranku w pełni rozwinięte kwiaty (około 50 dużych baldachów), a ja jutro opowiem Wam jak przygotować obłędnie pachnący Syrop z kwiatów Czarnego bzu.

Zapraszam!