piątek, 18 lipca 2014

Tonik różany

Dzisiaj chciałam podzielić się z Wami moim ostatnim dokonaniem. Uwiedziona wielkim różanym krzewem w ogrodzie Rodziców, natchniona blogiem Klaudyny (dziękuję), zbierałam, przebierałam (w poszukiwaniu mieszkających wśród płatków skorków), mieszałam i długo, długo czekałam...
Po kilku tygodniach nadszedł czas na wyciśnięcie esencji zebranej w słoikach. Wszystko po to, aby zamknąć róże w butelce i cieszyć się jej wspaniałym aromatem i kojącymi właściwościami. 

Tonik różany

(oryginalny przepis wraz z artykułem znajdziecie tutaj)
a tutaj moja wersja

pół szklanki octu winnego
pół szklanki wody
duuużo różanych płatków (jeden 35l worek na śmieci;))
łyżeczka gliceryny

Nieproszonych gości oddzieliłam od świeżo zebranych różanych płatków, które mocno ubijając umieściłam w dużym słoju i zalałam mieszaniną wody z octem. Odstawiłam słoik na okienny parapet i przez około 2 tygodnie, mieszałam, potrząsałam słoikiem, od nowa ubijałam płatki itp. Gdy płyn zabarwił się na rubinowy kolor a po otwarciu słoika zamiast drażniącego zapachu octu wywąchałam piękny, delikatny, różany zapach. Przelałam go do butelek, dolewając jeszcze odrobinę wody i łyżkę gliceryny. Teraz mogę cieszyć się nim co wieczór!




O gotowaniu opowiem jutro, gdy najedzeni* i mam nadzieje zadowoleni goście powrócą już do swoich domów.

*o ile zdążę sfotografować chociaż jedną potrawę zanim zostanie zniknie z talerzy...