środa, 1 października 2014

Dziś trochę o czymś innym...


Wczorajsze popołudnie spędziłam w ogrodzie, ubrana w grubą bluzę i owinięta śpiworem. Po raz pierwszy od długiego czasu odpoczywałam zaczytana w magiczną historię. Ostanie w tym roku dźwięki kosiarek szumiały mi w uszach, a z wiatrem docierał zapach spadających liści. Zimny, mokry nos mojego psa co chwilę dopominał się uwagi trącając mnie w niezasłonięty skrawek mojego ciała. Chora i zmęczona, ale mimo to szczęśliwa delektowałam się pięknem jesiennego popołudnia.
Wraz z Mężem wybraliśmy się na obchód naszego ogrodu, debatując nad tym, które niesforne gałęzie koniecznie należy przyciąć, aby nie utrudniały nam koszenia trawnika lub nie ograniczały przestrzeni innym krzewom. Rozmawialiśmy jak okiełznać malinową dżunglę i jak zadbać o drzewka w sadzie aby w przyszłym roku pięknie owocowały. Cieszymy się tym co mamy, nie wkładając w to wszystko zbyt wiele pieniędzy i wysiłku. Snuliśmy plany o budowie wiaty na drewno i kilku owcach, które na wiosnę pomogą nam w "ekologicznym" koszeniu trawnika.
Wieczorem spotkaliśmy się z Koleżanką z którą grywaliśmy od roku, na polowaniach, imprezach, po pogaduchach i przy piwie. Niestety nim się obejrzeliśmy rok minął, a ona musiała wyjechać w świat i minął już czas by ostatni raz wspólnie zagrać.
Stalowe niebo i ciężkie deszczowe chmury, okalające tak piękne wczoraj niebo, wywołują u mnie pewien rodzaj nostalgii, która każe wspominać i pragnie podsumowań.
Gdy dzisiaj myślę o tym wszystkim co wydarzyło się przez ostatni rok, jestem zadowolona. Wielokrotnie zmęczeni pośpiechem i pogonią za nowymi obowiązkami, których tak wiele na nas spłynęło, radziliśmy sobie.
Dni płynęły jak szalone, a my mimo wszystko dotrzymywaliśmy im kroku. Czasem przemoczeni do suchej nitki, prawie zawsze ubłoceni, w skwarze lata lub po pachy w śniegu. Wspinając się na szczyt góry lub brodząc w leśnym potoku, ważne, że w lesie i najważniejsze, że razem.
To był piękny czas i oby wszystko takim pozostało.