czwartek, 28 sierpnia 2014

Pavlova z malinami




Czy u was też się zdarza, że sprawdzona, dobrze znana potrawa nie chce współpracować w najmniej odpowiednim momencie? 
U mnie tak właśnie było! I to z bezą! wieczorem do baaardzo późna czuwałam w kuchni susząc moją perfekcyjnie ubitą bezę nawet dłużej niż zazwyczaj, aby na pewno się udała. Rano pojechałam na targ, kupiłam owoce, które mimo założenia wcale nie okazały się kwaśne. Czy ktoś z Was jadł w lecie słodkie mandarynki? Albo czy twarde jak kamień kiwi zaskoczyło Was bezwstydną słodyczą? Czułam, że tego dnia wydarzy się coś jeszcze.... i tak właśnie było, beza suszona w piekarniku przez bite 4 godziny- niezwykle krucha i pięknie błyszcząca z zewnątrz po podniesieniu z blachy ujawniła całą swoją miękką i chybotliwą zawartość. Rzut oka na zegarek- zostały 4 godziny do przyjścia gości. Owoce i krem gotowe. Beza  w powijakach, a ja w rozpaczy. Pozbierałam się w sobie, przy pomocy blendera ponownie ubijałam bezę. wstawiłam do piekarnika. Usmażyłam maliny bez dodatku cukru- przynajmniej one mnie nie zawiodły i były kwaśne. Poruszałam się po kuchni z godną podziwu szybkością. W końcu gdy już koniecznie musiałam wyjąć beze z piekarnika* nie odważyłam się jej przekroić. Położyłam ją na ozdobnym talerzu, rozsmarowałam krem, następnie wyłożyłam zasmażone maliny oraz ułożyłam na wierzchu zgrabną kompozycję ze zdradziecko słodkich owoców. 
Koniec końców gościom beza smakowała. Jej nie do końca wysuszony środek robił furorą, a ja starałam się przemilczeć fakt, iż znalazł się on w bezie przypadkiem z powodu wyższej konieczności.


Przepis na bezę i krem znajdziecie tutaj.

Do dekoracji wykorzystałam:
2 kiwi
listki z 1 dużej mandarynki pozbawione białych skórek
maliny
oraz maliny smażone bez cukru- najkwaśniejsze z możliwych:)




*gości zaprosiłam na obiad a kurczak na blacie czekał spokojnie na włożenie do piecyka