poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Wakacje i konfitura z czarnej porzeczki

Rozpoczął się kolejny tydzień pracy. Aż trudno uwierzyć, że jeszcze nie całe 2 tygodnie temu co rano spacerowałam po Lubelskich wsiach, obserwując jak budzą się ze snu. Przemierzając kilometry polnych ścieżek docierałam nad ukryte wśród łanów zbóż jeziora. Budziłam śpiących na pomostach wędkarzy i z zachwytem obserwowałam jak wyciągają z wody sieci z rybami. Gdy wracałam, polną drogą spieszył spóźnialski, ciągnąc łódź za swoim rowerem. Tu i tam z szuwarów wypływały kaczki, a ja karmiłam młode łabędzie w nadziei, że ich rodzice nie będą mieli nic przeciwko. 

Urzeczona krajobrazem tak odmiennym od tego w którym przyszło mi żyć na co dzień całą sobą chłonęłam zapachy i dźwięki otaczającej przyrody. Zrobiłam wiele zdjęć, aby zachować te miejsca na dłużej. 



Z tej porannej podróży zawsze z radością wracałam do pięknego ogrodu, ukrytego wśród płaczących wierzb i tataraku, na pyszne śniadanie ze swojską wędliną, miejscowymi warzywami i tą wspaniała porzeczkową konfiturą o której nie mogę zapomnieć. Niestety nie mogłam przywieźć ze sobą ani jednego słoika. W zamian mam przepis i nadzieję, że porzeczek w następnym sezonie nie uda mi się przegapić. 



Konfitura porzeczkowa
1kg porzeczek
1,4 kg cukru
1,75 szkl wody

Owoce przebrać, oderwać szypułki, umyć i osuszyć. Następnie zalać na kilka minut gorącą wodą (skróci to znacznie czas smażenia). Wodę ugotować z cukrem. Owoce zalać syropem i kilkakrotnie w kilkugodzinnych odstępach doprowadzić do wrzenia. Przełożyć do wyparzonych słoików. Pasteryzować przez około 15minut.



Żałuję, że tak krótko mogłam rozkoszować się tymi porannymi spacerami. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś powrócę w tamte strony by z sentymentem powitać jeziora przesłonięte firankami tataraków i rozsiane wśród zbóż sosnowe bory z dywanem z mchów.